wtorek, 27 maja 2014

Dzień Matki

Dzień Matki
Wiem ,wiem nie na temat ...no ale co poradzic ...mamą  jestem  więc to i mój dzień
Dzień jak co dzień , normalny ,bo dzieci za małe żeby rozumieć sens tego święta
Świętuje więc codziennie ...czasem złością , czasem zmeczeniem , czasem niemocą , czasem pustką w portfelu ....swiętuje moje macierzyństwo
Co dzień  kupki, zupki ,kolacje , atrakcje ,
troche rzadziej gorączki ,katarki , bolaczki
Jak  normalna ??? ;) mama normalnych ??? ;) dzieci
Cieszę sie ,ze ktos o nas mamach pomyslał i zesłał nam NASZ DZIEŃ....
Jeden w roku , ale nasz ....bez znaczenia świetowany czy nie ...czasem świadomośc ze ta data w kalendarzu co rok robi z nas KOGOŚ WIELKIEGO wystarczy
choć w sumie to ja zostałam obdarowana ...synkowi wyrósł drugi ząbek...właśnie w dzień mamy :)

sobota, 26 kwietnia 2014

Szpital

 

Nadszedł ten dzień.
Przyjecie do szpitala. trochę nerwów , troche stresu bo w domu została moja córka .

W sumie beze mnie została tylko gdy pojechałam rodzić Patryka , ale wtedy mąż był cały czas w domu...a teraz miała zostać tylko z babcią bo mąż musiał iść do pracy.Był z Lilką tylko w nocy.

I tak zarejestrowalismy się do przychodni szpitalnej, by przyjęto nas na oddział nr X.
Oddział chirurgi dziecięcej.
Patryk został zważony , dostał opaskę szpitalną i po krótkim oczekiwaniu pielęgniarka zaprowadziła nas do naszej sali.
Powiem szczerze ,ze po tym co się naczytałam na różnych forach( i niepotrzebnie ) warunki do pobytu miały być żadne.Okazało się jednak ,że jest ok...jeśli ktoś nie oczekuje Wersalu to nie może narzekać.
Jest tylko 2 minusy ....
1. trzeba korzystać z toalety piętro niżej(ale i tak da radę chyłkiem skorzystać z tej oddziałowej :)
2. aby się umyć trzeba iść do sąsiedniego budynku..choć ja radziłam sobie mokrymi chusteczkami , te dwa dni jakoś dało się przeżyć...ale przy dłuższym pobycie nie dało by rady w ten sposób :)

Herbatę można dostać na stołówce dziecięcej...stoi w dużym termosie , zawsze ciepła ...reszte trzeba zapewnić sobie samemu...ale sa automaty i mały bar ...ceny tez są przystepne ...obiad mozna zjeśc juz za 12 zł.

Spałam na podłodze ...na rozkładanym materacu ...na karmienie brałam Patryka do siebie (pielęgniarki przymykały oko)  wiec w sumie cała noc spał ze mna a w dzień w łóżeczku szpitalnym.

Już o 14:00  pierwszego dnia dostał pierwszą dawkę leku, pobrano mu krew do badań i sprawdzano saturacje prawie przez godzinę i potem co godzine az do nastepnej dawki...
W nocy tez co dwie godziny sprawdzano saturacje , a rano poziom glukozy.
Nic niepokojącego sie nie działo wiec z ustalona dawka i receptą na lek (kosztuje ok.7 zł) moglismy wracac do domu.
Przed wypisem pediatra jeszcze raz dokładnie zbadała Patryka i kazała za 2 tygodnie zgłosić sie z dzieckiem do kontroli.

Dostalismy też glukometr i kilka pasków (reszta we własnym zakresie...bez refundacji)
Codziennie rano mierzymy wiec poziom cukru (norma od 60 do 140) bo to jest wyznacznik prawidłowego działania leku
Pomiar jest dziecinnie prosty.
Tak więc odpowiednio wyposażeni i  poinstruowani wróciliśmy do domu....do stęsknionej Lilki.

Bardzo nie lubialam widoku mojego synka w szpitalnym łóżeczku...no ale kto lubi :)


sobota, 19 kwietnia 2014

ZMAGANIA ZE SPECJALISTAMI...

Nasza pediatra podeszla do problemu z pełną profesjonalnością
skierowania do specjalistów byly wręcz zaskoczeniem:

-Laryngolog
-Neurolog
-Chirurg dziecięcy

Byliśmy zaskoczeni,ale również szczęśliwi ,że nie olała tematu.
Neurolog stwierdziła ,że nie ma co panikować i skierowała nas na USG przezciemieniowe ,żeby wykluczyć nacieki do zatok i mózgu(no stresior byl niesamowity)
Laryngolog stwierdził ,że więcej nam poradzi CHIRURG DZIECIĘCY i  przy okazji zbadal Młodemu
 uszy :)
Chirurg dziecięcy od razu skierowała nas do Prokocimia.
Rejestracji dokonałam  przez internet (na stronie szpitala jest formularz kontaktowy....wystarczy go wypelnić , a odpowiedż z terminem przychodzi na maila)

Pani Profesor to na prawdę miła osoba i w stosunku do dzieci i do rodziców....zaproponowała nam ,zebyśmy zrobili badania (EKG i Echo serca)  i z tymi wynikami stawili sie za miesiąc. Pewnie zrobili by te badania w szpitalu , ale termin był nie do przeskoczenia . Na szczęscie udało się Młodego zapisac na dość szybki termin do kardiologa , a kardiolog tez nam szybciutko zrobiła badania, wiec po miesiącu mieliśmy już wyznaczony termin na ustalenie dawki w szpitalu....

sobota, 12 kwietnia 2014

Szukajac pomocy

Pewnego ranka stwierdziłam że na nosku Patryka pojawił się siniak...maleńki , myślałam ze to podrażnienie, ze może się zadrapał i w sumie to nawet się tym zbytnio nie przejęłam ...ot zdarza się .
Jednak gdy po tygodniu się nie zagoiło ,a wręcz urosło ,stwierdziliśmy z mężem ,ze na najbliższej wizycie w przychodni zapytamy co to jest. Pod koniec tygodnia na wizycie nasza pediatra stwierdziła ,ze to NACZYNIAK . Dziwne uczucie .
Dostaliśmy skierowanie do laryngologa i neurologa dziecięcego ,żeby wykluczyć możliwość ,że ten naczyniak zaczyna się gdzieś w mózgu , bo to byłaby najgorsza diagnoza.
Tej nocy nie spałam....
Dzień później udało mi się zarejestrować dziecko na dość szybkie terminy do jednego i drugiego specjalisty.
Pozostało tylko czekać...
Jedyna pociechą był fakt ,że Patryk z tym naczyniakiem się nie urodził...
Z internetu dowiedziałam się co to właściwie jest naczyniak i że w naszym wypadku jest szansa na leczenie PROPRANOLOLEM.

piątek, 11 kwietnia 2014

Witam...początek

Witam
To mój pierwszy wpis blogowy ,wiec wybaczcie jesli cos jest nie tak.
Nasz synek Patryk urodził sie 27.10.2013 r.Po dwóch tygodniach na nosku pojawiło sie coś na kształt siniaka ...myslelismy ,że to jakis uraz mechaniczny lub otarcie, ale nasz pediatra powiedziała ,ze to naczyniak i BUUUUM zaczęłam przekopywac internet w poszukiwaniu informacji. Dowiedziałam się co to jest , ze mozna to leczyc , ale nic poza jakimis dziwnymi wpisami na forach ludzi wszystkowiedzacych nie znalazłam .
Długo nad tym myslałam i w końcu postanowiłam otworzyc tego bloga ...dla innych, opisze Wam drodzy moi to co już przeszlismy , a takze postępy w leczeniu ...mam nadzieje ,ze pomogę ...przynajmniej trochę :)
a to ja Katarzyna ...mama Patryka i Lilki ,żona , kobieta


fotka zrobiona przed wdrożeniem leczenia